Moje dotychczasowe hennowanie

Włosy hennuje już od pięciu lat. Dzisiaj będzie o moich dwóch sposobach nakładania tej ziołowej papki na włosy 😉

Sposób klasyczny  – henna i woda.

Nie jest to najbardziej prawilny sposób nakładania henny tylko wersja minimalnie zmodyfikowana na potrzeby mojego lenistwa i braku cierpliwości. Gdy zaczynałam przygodę z ziołową koloryzacją włosów, żadne odstępstwa nie były mile widziane. Zresztą 5 lat temu o hennie ogólnie mało się pisało w internetach i z jej dostępnością też bywało różnie. Dlatego przez cały czas byłam wierna hennie firmy Eld, która była najłatwiej dostępna (allegro i sklepy zielarskie).  Teraz hennę można kupić nawet bez problemu w Naturze (nie tą z dzisiejszych zdjęć)
Ale przechodząc już do rzeczy, to do nakładania zielska na włosy potrzebujemy:

  1. Henny w proszku
  2. Wody
  3. Oczyszczającego szamponu o prostym składzie – bez olejków, silikonów i cudów wianków.
  4. Naczynka do rozmieszania -najlepiej plastikowe lub ceramiczne. Podobno henny nie powinno się rozrabiać w metalowych miskach/rondelkach bo coś wtedy nie działa. Ja mieszałam w metalowym rondelku wielokrotnie i wszystko zawsze śmigało.
  5. Pędzelka do nakładania/mieszania papki
  6. Folii spożywczej
  7. Rękawiczek – chyba, że lubicie mieć pomarańczowe dłonie przez cały następny dzień… albo dwa.
  8. Starej czapki
  9. Grzebień z szerokim rozstawem ząbków.
  10. Opaska elastyczna -opcjonalnie
  11. Życzliwe dodatkowe ręce do pomocy -bardzo zalecane ale samemu też się ogarnie

Dodatkowo można pokusić się o cytrynę by jej sokiem zakwasić hennę (zrobiłam tak tylko raz, różnic w efekcie na moich włosach nie było, więc nie widzę w tym sensu).

Wszystko już mamy to co teraz?
Zaczynamy od wstawienia wody w czajniku i idziemy umyć włosy dobrze oczyszczającym szamponem bez silikonów. Odsączamy włosy tak by były nadal wilgotne, ale nie jakieś turbo mokre, bo nam wszystko będzie kapać i ściekać. Tego nie chcemy. Woda w tym czasie powinna się już odrobinę wystudzić.  Jeśli ma między 70 a 90 stopni to dla mnie jest ok. Wsypujemy hennę do jakiejś miski. Ostrożnie dolewamy wody w małych ilościach i mieszamy. Konsystencja jest bardzo ważna. Jeżeli dolejemy za dużo wody to wszystko będzie nam potem spływać (nic przyjemnego). Jak dolejemy za mało, zrobią się grudki, jak na zdjęciu poniżej i będzie się to ciężko nakładać.

Tych grudek nie powinno być ;)

Najlepiej by nasza mikstura miała konsystencje jogurtu naturalnego, mieszanie może trochę zająć ale nie należy się zrażać. Na tym etapie, można dodać odrobinę soku z cytryny do mieszanki. Teoretycznie zgodnie z hennowymi przykazaniami gotową paćkę należałoby czymś przykryć (chyba folią aluminiową) i odstawić na kilka godzin.  Ja nigdy niczego nie odstawiałam, tylko takie jeszcze ciepłe błotko kładłam na włosy.

Metoda nakładania jest taka sama jak przy każdej farbie. Robimy pasmo po paśmie by pokryć włosy jak najbardziej równomiernie. Będzie trudno. Sprzątnijcie wszystko czego nie chcecie ubrudzić, bo w łazience nastąpi armagedon.  Na sam koniec można jeszcze łapkami pomasować głowę by henna ładnie wszędzie doszła i przechodzimy do najśmieszniejszej części – czyli stylizacji na kosmicznego żula Czesia.
Zawijamy włosy w kok/rulon na czubku głowy. Bierzemy folię spożywczą – i owijamy dokładnie naszą głowę – znaczy tą część głowy z włosami, inaczej się udusimy 😉 Im dokładniej owijamy tym mniej będzie cieknąć. Ja po owinięciu podgrzewam włosy delikatnie suszarką przez jakieś 5 -10 minut i nakładam czapkę.  Jeżeli chcemy jeszcze bardziej zapobiegać cieknięciu można zrobić sztuczkę z opaską  i po nałożeniu folii, owinąć wszystko jeszcze  opaską elastyczną i dopiero na to czapkę. Opaską nie owijajcie jednak  za mocno bo może was zacząć boleć głowa – przetestowałam osobiście.

Ile trzymać henne na głowie? To zależy od włosów. Ja trzymam minimalnie 1,5 godziny do maksymalnie 3 godzin – można dłużej, ale ja zwyczajnie nie wytrzymuje. Po tym czasie spłukujemy dokładnie miksturę z włosów – teoretycznie przez 24 godziny nie należy myć włosów szamponem, ani nie używać odżywki aby kolor się dobrze rozwinął. Czasami tej zasady przestrzegam, czasami nie. Jak widzę, że nie dam rady rozczesać włosów po hennie nawet na mokro, to lecę z odżywką by się nie męczyć i ich nie maltretować grzebieniem.  Właściwie to tyle. Mój naturalny kolor włosów to ciemny blond a po koloryzacji wychodzi mi taki:

Wiem, że zdjęcie słabej jakości ale niestety robione przy żarówce 🙁

Metoda uproszczona – na tak zwany gloss

Takie sztuczki poznałam dzięki Agnieszce z bloga wwwlosy.pl

Na wstępie mała uwaga, ta metoda niespecjalnie nadaje się na wasze pierwsze w życiu hennowanie, albo jak macie 10 centymetrów  odrostu. Jest to bardziej odświeżenie koloru. Na włosie wcześniej nie hennowanym słabo łapie i barwnik zdecydowanie bardziej się wypłukuje.

Zasadniczo wszystkie kroki wykonujemy jak w metodzie opisanej wyżej. Jest tylko drobna różnica na etapie przygotowania henny, bo poza wodą dodajemy odżywkę bez silikonów  ( ja kilka razy dałam z silikonami, bo nie sprawdziłam składu i też jako tako działało). Na tym można poprzestać – miksturę będzie się o niebo lepiej nakładać niż w metodzie klasycznej.  Można też iść dalej i dorzucić trochę żelu pod prysznic o prostym składzie i ph 5,5 – świetna jest tutaj Isana z Rossmana a nasza papka będzie się jeszcze lepiej rozprowadzać.

Jeżeli chcecie farbować szybko i łatwo to zdecydowanie polecam tą ułatwiona metodę. Natomiast jeśli zależy wam na nadbudowywaniu henny na włosie i ciemniejszym kolorze to lepiej zostać przy metodzie klasycznej. Sama stosuje metodę klasyczną najczęściej, zwłaszcza, że po odpowiednio długim stażu hennowania można spokoje nakładać świeżą papkę tylko na odrost plus trochę ponad.  Kolor z włosów na długości niemal wcale się u mnie nie wypłukuje.

Jakieś pytania? A może macie jakieś własne sztuczki ułatwiające farbowanie włosów henną?

 

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
BookendorfinaMonika TrzeciakPaula — www.TeoriaKobiety.pl Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paula — www.TeoriaKobiety.pl
Gość

Niedawno fryzjerka spaliła mi włosy i zaczęłam zastanawiać się właśnie nad henną zamiast farby, żeby chociaż trochę je osciążyć. Wygląda na to, że to wcale nie takie trudne! 😀 a jaki szampon polecasz do mycia przed? U mnie dobrze się sprawdza pokrzywowy z Yves Rocher, ale nie jestem pewna, czy nie ma w nim silikonów ani olejów, będę musiała to sprawdzić w domu.

Monika Trzeciak
Gość

Musze w końcu spróbować, już wcześniej czytałam, ze dziewczyny malowały henną włosy, ale jakoś nie mogłam się przekonać do końca.

Bookendorfina
Gość

Jeszcze nie miałam odwagi spróbować, ale może w końcu się na to zdobędę. 🙂