L’Oreal Les Chocolatas

Pomadki, które chwalili wszyscy. Koleżanki z pracy, cały YouTube, cały Instagram, wszyscy. Miałby być nie do zdarcia i pachnieć czekoladą więc skusiłam się i ja. 

Oczywiście w szale zakupów i promocji w Rossmanie kupiłam wszystkie kolory. Bo tak. Po co kupić jeden egzemplarz i sprawdzić czy na pewno te wszystkie pochwały są prawdziwe? Serio cieszę się teraz, że faktycznie kupiłam je jak było minus 50%, inaczej moje sumienie mogłoby mi nie wybaczyć tych zakupów.

Wszystkie pomadki faktycznie mają cudowny zapach czekolady i całkiem wygodny aplikator, nie sprawdza się on jednak w przypadku dwóch najciemniejszych kolorów. Gama kolorystyczna też kojarzy mi się z pijalnią czekolady jednak kolory 844, 852 i 854 są do siebie bardzo podobne. Karmelowo-brązowe odcienie tej serii niestety bardzo sprawiają, że zęby wydają się przy nich bardziej żółte. Sama aplikacja kosmetyku jest łatwa. Pomadka bezproblemowo się rozprowadza, tylko trochę dziwnie się klei zanim zastygnie. Po zastygnięciu usta wydają się być bardzo aksamitne. 

Co z trwałością? Wszyscy mi pisali że ten produkt jest nie do zdarcia. W moim przypadku niestety nie jest. Nie do zdarcia jest tylko brzydka ramka wokół ust, która zostaje po tym jak pomadka nam się zje. A zjada się z prędkością światła i niezbyt ładnie. W pracy wyparowała mi po 3 godzinach ( w tym czasie nie jadłam, piłam herbatę i dużo mówiłam). Strach się bać co zostałoby mi na ustach gdybym zjadła coś tłustego – zapewne efekt clowna murowany. Zresztą i bez tego musiałam ciekawie wyglądać gdy w pewnym momencie koleżanka siedząca obok powiedziała „Ola coś dziwnego dzieje Ci się z ustami”. W te pędy pobiegłam do łazienki i co zobaczyłam? Odpadające usta! Ok usta mi nie odpadły, ale pomadka zaczęła się ważyć od ich wewnętrznej części i się dziwnie łuszczyć. Lekko zażenowana swoim wyglądem próbowałam ją delikatnie zmyć i tu okazało się, że to co się nie zjadło jest pancerne. Można trzeć do woli, nie puści. Nakładać nowej warstwy już nie chciałam bo obawiałam się, że będzie tylko gorzej.

Tutaj mały PRO TIP: Jak macie matową zastygającą pomadkę, która nie chce się zmyć, a wy nie chcecie znęcać się nad ustami trąc z coraz większą siłą… Posmarujcie tłustą pomadką ochronną to co zastygło wam na ustach. Potrzymajcie chwile i zetrzyjcie wszystko chusteczką do demakijażu lub papierowym ręcznikiem. W razie potrzeby czynność powtórzyć. Schodzi pięknie.

 A jak prezentują się kolory? Poniżej wrzuciłam zdjęcia jak prezentują się wszystkie odcienie na moich ustach. Zdjęcia robione przy świetle dziennym, nie ruszane żadnym programem graficznym w celu innym niż zlepienie w jedną całość. Usta były malowane tylko za pomocą aplikatora  z pomadki.

844 – Dla mnie kolor zdecydowanie za jasny. Jeśli macie naturalnie ciemne usta ich kolor może przebijać przy brzegach. Najgorzej wyglądał w trakcie „zjadania”. Nie dla osób, w których skórze dominują różowe tony. 

842 – Jasny brudny róż, też zbyt jasny, ale przez to, że kolor jest nieco bardziej naturalny nie wygląda, aż tak źle gdy nam się trochę zetrze od wewnętrznej strony ust. U mnie ten odcień wyglądał najbardziej naturalnie. Gdyby był minimalnie ciemniejszy może bym go pokochała.  

852 – Kolor, który ja określam jako „trupek”. Usta nie zlewają się może z twarzą jak przy dwóch poprzednich odcieniach. Niestety jeśli nie macie idealnie białych zębów to ta pomadka sprawi, że będą idealnie żółte. Też nie dla osób, w których skórze dominują różowe tony. 

854 – Trochę ciemniejsza wersja „trupka”. Ani to brąz, ani szary. Rzuca się w oczy. Jako jedyna wygląda ładnie przy blado – różowej karnacji. O dziwo zęby przy niej wydają się być mniej żółte. Albo to złudzenie optyczne bo chwilę wcześniej miałam na ustach 852. Ten kolor najbardziej pachnie mi czekoladą. Do tego odcienia przydałaby się konturówka albo dodatkowo jakiś mega precyzyjny pędzelek. Bez tego przy brzegach ust wygląda tak sobie.

866 – Najbardziej czekoladowy kolor ze wszystkich. Patrząc na opakowanie myślałam, że będzie lekko wpadał w czerwień. Tymczasem jest to intensywny brąz, lekko mieniący się rudością w świetle (mienienia się aparat oczywiście nie uchwycił). Aplikator z produktu absolutnie nie daje już tutaj rady. Ja bez konturówki przy takich kolorach wymiękam.

864 -Bardzo ładna czerwień. Też przydałaby się konturówka, albo coś bardziej precyzyjnego do nakładania kosmetyku. Nie żółci zębów super mocno. Zapach lekko czekoladowy tak jak w pozostałych. Jest to jedyny kolor, który sobie zachowałam. Reszta powędrowała do mamy i babci.

Podsumowując. Wierzę głęboko, że są osoby, u których ten produkt się sprawdza. Dla mnie jest to jednak bubel jakich mało. Zauważyłam, że ten produkt wygląda zdecydowanie lepiej u osób z beżowo – brzoskwiniową karnacją (moja mama). Ja niestety jestem blado różowym prosiaczkiem. Mam nauczkę by następnym razem kupić jeden odcień, ponosić, zobaczyć jak się zachowuje i ewentualnie dokupić sobie jeszcze jakiś. Wpadanie do sklepu z okrzykiem „biorę wszystko” znów okazało się bardzo złym pomysłem. Dobrze, że tak jak pisałam wcześniej była promocja i nie muszę teraz rytmicznie uderzać głową w ścianę, płacząc nad wyrzuconymi pieniędzmi. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o